0

Wszyscy mówią o RODO, powiem i ja

Niezależnie o RODO (GDPR)

Chyba nie ma już użytkownika internetu (przynajmniej w Polsce), który nie słyszałby o wejściu w życie Rozporządzenia Ogólnego o Danych Osobowych (RODO). Jako że jestem wielkim zwolennikiem unifikacji i standaryzacji to raczej pozytywnie odnoszę się do wieści, że od teraz w całej Unii Europejskiej prawo o danych osobowych będzie takie samo, a przynajmniej będzie bardzo do siebie zbliżone. Nie podzielam jednak opinii, które twierdzą, że teraz wszystko zmieni się na lepsze i już nie będzie żadnego handlu naszymi danymi. Wręcz przeciwnie… całościowo oceniam RODO raczej negatywnie.

Coś ciekawego i nowego?

Wielkie firmy tak jak wcześniej handlowały naszymi danymi (tak! Ciągle nimi handlują i się nimi wymieniają. Spróbujcie znaleźć na Google dowolny produkt, a już po kilku godzinach reklamy analogicznych produktów pojawią się Wam w reklamach na Facebooku) zapewne dalej będą nimi handlować i moim zdaniem nie ma żadnych powodów, by uważać inaczej. Bez znaczenia jest to czy wejdzie RODO, GIODO czy inna ustawa – prawnicy wielkich firm i tak znajdą odpowiednie kruczki prawne, które pozwolą im robić to co do tej pory, a pewnie nawet więcej. W najgorszym wypadku postąpią tak, że przy braku akceptacji ich warunków nie będziemy mogli korzystać z ich serwisów. Nie mając żadnej porządnej alternatywy dla Google i Facebooka jesteśmy zmuszeni do zaakceptowania wszystkiego czego zażądają.

Małe firmy albo jeszcze nie wcieliły w życie zapisów RODO… albo praktycznie nie musiały nic dostosowywać. Parę lat temu temu, gdy chciałem być „zapomniany” to pisałem maila do administratora i z reguły moja prośba była spełniana. Owszem, teraz tę prośbę mogę ponoć zamienić w żądanie… przy czym artykuł, który o tym mówi, wcale nie jest taki jednoznaczny i moim zdaniem prawnicy będą w stanie z niego tak wybrnąć, żeby nie usuwać naszych danych. Jakie nowości niesie więc RODO dla małych firm? Tylko takie, że większość z nich musi stracić masę czasu na zrobienie bezwartościowych checkboxów w swoich formularzach (które i tak bezwarunkowo trzeba zaakceptować), spisanie masy formalności, a nawet wydać wielkie sumy pieniędzy na dodatkowe ekspertyzy i porady w tych kwestiach. RODO to żyła złota dla wielu podmiotów prawniczych. Prawnicy nie mogą znaleźć pracy? Wymyślmy bezsensowne prawo, obwarujmy je gigantycznymi karami i już znajdzie się dla nich praca.

Wydaje się, że plusem jest natomiast konieczność zgłaszania każdego naruszenia bezpieczeństwa naszych danych do odpowiedniej instytucji, czego do tej pory – przynajmniej w Polsce – nie było. Ciekaw tylko jestem jak to będzie wyglądać w praktyce. Jakoś nie wydaje mi się, żeby firmy były skłonne o informować nawet o drobnych problemach. A osoby indywidualne prawie na pewno.

Szara i czarna strefa

Prawdziwym problemem, który był i pewnie pozostanie jeszcze na długo (kto wie, być może dopiero zaczyna się rozwijać?) są firmy lub osoby prywatne, które z założenia nie szanują żadnych praw i wykradają nasze dane na przeróżne sposoby, często korzystając z Tora lub innych metod ukrywania prawdziwej tożsamości. Owszem, teraz możliwe kary finansowe zostały dokładnie określone… ale czy wcześniej ich nie było? Były. Tylko były różne dla poszczególnych krajów. RODO moim zdaniem praktycznie w ogóle nie spowoduje poprawy obecnego stanu rzeczy w tym zakresie.

Czyli co o tym sądzić?

Pamiętacie sprawę z ciasteczkami? Bezmyślne prawo unijne spowodowało tylko to, że teraz większość stron internetowych z Unii Europejskiej ma na dole strony pasek przypominający o ciasteczkach oraz podstronę, która informuje o tym, że są one używane. W niczym to nie pomogło, a jedynie wzmożyło biurokrację i spowodowało, że zamiast prawdziwej treści widzimy dodatkowy SPAM (niechcianą wiadomość) na większości stron. Szkoda, że nie wymaga się informacji o tym, że korzystamy z protokołu TCP/IP, bo przecież w ten sposób przekazujemy użytkownikom różne informacje, które potencjalnie mogą być niebezpieczne…

Pewnie niewiele osób się ze mną zgodzi, ale moim zdaniem podobnie sprawa ma się z RODO i w praktyce niewiele się zmieni, względem tego co mieliśmy do tej pory. Całe RODO to tylko kolejna ściema wymyślona przez rządzących, żeby mieć haczyk na przedsiębiorstwa, które im podpadną (a może nawet na osoby fizyczne). Przy okazji załatwili sporo pracy prawnikom – i to dobrej pracy, bo kto nie zapłaci nawet sporej sumy za prawnika, byleby tylko uniknąć kary wynoszącej do 20 mln euro? W dodatku zamiast ułatwiać nam życie to wprowadzono właśnie 88 stron tekstu, którego pewnie przeciętny obywatel nie przeczyta… a kary pewnie wcześniej lub się posypią, żeby zmniejszyć dziurę budżetową.
Może i ten post jest mało optymistyczny, ale moim zdaniem powinniśmy patrzeć na europejską propagandę z większym przymrużeniem oka.

 

AKTUALIZACJA

Wkrótce po pojawieniu się RODO większość serwisów wprowadziło kolejne popupy na swoich stronach, informujące o przetwarzaniu danych osobowych. Oczywiście nie ma w nich opcji „nie zezwalam”. RODO zamiast więc pomóc zaserwowało nam kolejny denerwujący dymek, który trzeba zamknąć, żeby korzystać ze strony. Czy twórcy RODO przewidzieli taką sytuację? Specjalnie starają się nam obrzydzić korzystanie z serwisów internetowych?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *