0

Angielskie zapożyczenia w języku polskim

Używanie anglicyzmów w języku polskim

Zdaje się, że mimo wszystko ogólny poziom wykształcenia społeczeństwa rośnie. Praktycznie każdy Polak, nie licząc drobnych wyjątków, jest zobowiązany do nauki języka angielskiego w czasie nauki szkolnej i akademickiej. Wydawałoby się, że to świetny pomysł, który przyniesie tylko same korzyści. Czy jednak tak jest naprawdę? Czy nie przynosi to ze sobą żadnych wad?

Poziom nauki języka angielskiego w Polsce

Nie jestem anglistą, ani tym bardziej osobą, która posługuje się angielskim jako językiem rodzimym, więc nie chcę się zbytnio wypowiadać na temat jakości nauki języka angielskiego w Polsce. Jedynie, jako były uczestnik programu Erasmus+, mogę powiedzieć, że część nauki poświęcona wymowie jest strasznie zaniedbywana, a czasem w ogóle opuszczana. Przez taki proces nauki wielu Polaków zna angielski… ale nie potrafi rozmawiać w tym języku.

Co jednak z innymi językami? Większość znanych mi osób uczyła się (czyt. często była zmuszana do nauki) języka niemieckiego. I co? Mimo wielu lat nauki kompletnie nie potrafią złożyć w tym języku nawet prostych zdań. Dobra znajomość innych języków obcych jest dość znikoma i dotyczy zazwyczaj osób dwujęzycznych, studiujących dany język lub posiadających rodzinę za granicą. Z tego względu w języku polskim obecnie nie mamy wielu wtrąceń z pozostałych języków.

Angielski w polskim społeczeństwie

Jak wspomniałem, nasza znajomość języka angielskiego jest całkiem niezła. Niestety z tego powodu wiele osób zapomina o języku polskim i wprowadza do naszego języka wiele całkowicie zbędnych zapożyczeń z angielszczyzny (bo nie zna innego języka obcego). Poniższe przykłady często napawają mnie „gniewem językowym”, a często spotyka się je w branży informatycznej:

 Użyte określenie Polskie określenie
 Dział HR (Human Resources) Dział zasobów ludzkich
 UI (User Interface) Interfejs użytkownika
 Branding Kreowanie marki
 Snapshot Migawka
 Screenshot Zrzut ekranu
 Native speaker Rodzimy użytkownik języka
 Lunch Drugie śniadanie (lub obiad)
 Forwardować Przekazywać
 Case Przypadek
 Target Cel
 Branch Gałąź
 At (w przypadku znaku @) Małpa
 PR (Public Relations) Promocja reputacji / Służba informacyjna
 Trait Cecha
 Feature Cecha / właściwość / aspekt

Podobnych przykładów pewnie można by znaleźć o wiele więcej. Czy jest to powód do dumy i znak, że Polacy coraz lepiej znają języki obce? Nie! To znak, że Polacy mają problem z językiem polskim (z angielskim również – często te słowa żywcem wzięte z j. angielskiego są źle wymawiane). Jak dla mnie jest to oznaka, że dana osoba chce się pochwalić znajomością angielskiego (która NB często jest kiepska) lub po prostu się dowartościować. Natomiast smuci fakt, że większość osób w żaden sposób się tym nie przejmuje, a nawet zaleca używanie takich sformułowań (szczególnie jest to widoczne w korporacjach).

Co jest najśmieszniejsze? Pewnie to, że istnieje sporo ogłoszeń napisanych w języku angielskim o pracę w języku polskim w Polsce i dla Polaków (rekruterzy nie potrafią przeprowadzić rozmowy rekrutacyjnej po angielsku i w ten sposób sprawdzają znajomość j. angielskiego kandydatów? Może pora zmienić takich rekruterów?). Bawią mnie też sytuacje, gdy na portalach społecznościowych (np. Twitter czy LinkedIn) Polacy rozmawiają ze sobą po angielsku – mimo, że z zamierzenia rozmawiają tylko między sobą. Nie mam nic przeciwko używaniu j. angielskiego w Internecie, ale tylko wtedy jeśli rozmawiamy z obcokrajowcami – inaczej to nie ma sensu.

Gdy komuś wydaje się, że zna angielski, a tak nie jest…

Warto chyba też wspomnieć o nagminnym, niepoprawnym tłumaczeniu angielskiego „technology” – które oznacza „technikę” oraz „technique„, które po polsku to „technologia„. Podobnych „fałszywych przyjaciół” jest znacznie więcej. Niekiedy nasze akcentowanie jest również bezmyślnie małpowane z angielskiego (a przynajmniej tak się może wydawać osobom, które akcentują w ten sposób), już nie mówiąc o częstych problemach z końcówkami -liśmy oraz -liście.

Zdarza się, że wiele osób tłumaczy słowa tylko w tłumaczu Google. Ogólnie takie rozwiązanie jest w porządku, jednak niekiedy okazuje się, że tłumaczenia nie są dokładne, a nawet mylące. Wypadałoby więc przy ważniejszych tłumaczeniach skorzystać z bardziej prestiżowych słowników czy tłumuaczy.

Kiedy używać angielskich słów i wyrażeń?

W branży informatycznej ciągle mamy do czynienia z wynalazkami, które pierwotnie otrzymują nazwę angielską i często otrzymują kalkę tego słowa na język polski. Tak chociażby jest ze słowem „komputer” (ang. „computer”). Nie zawsze jednak trzeba tak bezmyślnie wprowadzać słowa do języka, np. Hiszpanie wymyślili na ten wynalazek własne słowo: „ordenador”.

Najlepiej gdyby udało się znaleźć polski odpowiednik, który byłby naturalny. Czasem takie rozwiązanie jest wręcz oczywiste (np. „mouse” – mysz[ka] komputerowa), ale jednak w większości przypadków znalezienie takich wyrażeń może być niemożliwe, dlatego jak najbardziej rozumiem używanie słów typu: smartfon, laptop czy serwer. W węższym zakresie również jak najbardziej logiczne jest używanie nazw: USB, HDMI, JAVA, PHP itd. Kwestią sporną jest używanie popularnych słów, które już weszły do potocznej mowy, np. ok, lol, wtf, FYI czy ASAP. Osobiście nie mam nic przeciwko.

Wydaje mi się jednak, że jeśli tylko istnieje polski odpowiednik jakiejś nazwy to należy jej używać. Świadczy to o naszej znajomości języka rodzimego oraz angielskiego, a mówiąc patetycznie: pokazuje, że potrafimy kochać język polski. Nie jestem językoznawcą. Nie jestem polonistą. W moich artykułach (pewnie nawet w tym) jest wiele błędów. Nie znaczy to jednak, że nie mogę zwracać uwagi na poziom języka polskiego, z którym się spotykam – każdy na to powinien zwracać uwagę i starać się ten poziom podwyższać. Skończmy więc z ponglishem, a zacznijmy używać języka polskiego i angielskiego – ale odrębnie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *